renata_szot_baner_468x60.jpg

Obywatelu „NIE PYTAJ” o stadion!

Opublikowano: 2012-01-23     Autor: List do redakcji

Stadion_Tychy.jpg

Na naszą skrzynkę e-mailową wpłynął list od mieszkańców, którzy uczestniczyli w obradach Komisji Kultury, Sportu i Turystyki Rady Miasta Tychy. Poniżej prezentujemy jego treść.

Stare przysłowie mówi: „Kto pyta nie błądzi”. Tej odwiecznej mądrości chyba nie hołduje jednak przewodniczący Komisji Kultury, Sportu i Turystyki Miasta Tychy? Na pytania zadawane mu przez mieszkańców, uczestniczących we wtorkowym (17 stycznia 2012) posiedzeniu komisji,  przewodniczący Kołodziejczyk odpowiadał: „Ja nie jestem kompetentny, by odpowiadać na te pytania, ja nie posiadam takiej wiedzy,” albo „Proponuję spisać te pytania i dać kompetentnym osobom, bo my nie mamy takiej wiedzy,” zaś już w trakcie dyskusji, która się w końcu wywiązała pan wiceprezydent Podmokły elegancko dorzucił: „Po co zadaje mi pan te pytania, ćwiczy mnie pan?”

Cóż więc za trudne pytania postawiła przewodniczącemu komisji i wiceprezydentowi garstka gości na posiedzeniu Komisji Kultury, Sportu i Turystyki Miasta Tychy? Nic nadzwyczajnego! Zatroskani o losy budowy tyskiego stadionu mieszkańcy zapytali, na jakim etapie jest ta inwestycja? Głośno było bowiem o planach budowy nowego obiektu sportowego  w Tychach w czasie kampanii prezydenckiej. Od tego czasu minął już ponad rok, a inwestycji obiecanej licznej rzeszy tyskich kibiców, jak nie było tak nie ma. Jest za to spółka Tyski Sport S.A., która powstała 1 marca 2011 roku z inicjatywy prezydenta miasta Tychy, za zgodą tyskiego samorządu. Jej stuprocentowym akcjonariuszem jest gmina Tychy. Jak dumnie głosi strona internetowa spółki jej misją jest: budowa nowoczesnego stadionu. Co więc się stało, że powstała instytucja, mająca szczytny, acz wyraźnie określony cel - na razie go nie osiągnęła? Widać za to sztab ludzi, którzy pracują na etatach w tej spółce w składzie: prezes i trzech dyrektorów, nie wspominając już o niższej kadrze. Wobec powyższego, grupa tyszan udała się na posiedzenie, aby bezpośrednio u źródła zapytać o przedmiot wspólnej troski. Odpowiedzi udzielali: radni Slezak i przewodniczący Kołodziejczyk, gdyż pan wiceprezydent Podmokły wyszedł po angielsku, gdy rozpoczęła się część tzw. wolnych wniosków. Jednak wrócił dopiero po interwencji radnej Koniecznej, która musiała go szukać po budynku Urzędu Miasta Tychy. Szacunek dla Pani radnej za inicjatywę i poświęcenie, bo z komisji wyszlibyśmy raczej z niczym.

Radny Slezak tłumaczył, że sprawa stadionu się opóźnia, gdyż przygotowany przetarg na budowę stadionu został unieważniony. Stało się tak, ponieważ ogłoszenie o zamówieniu ukazało się na dwóch serwerach (urzędu miasta i spółki) w różnych godzinach i mogłoby to doprowadzić do licznych protestów zainteresowanych firm, więc, aby tego uniknąć lepiej było go unieważnić. Aktualnie zlecono przygotowanie nowego przetargu, który ma się odbyć w najbliższych dniach, a przeprowadzi go Urząd Miasta Tychy! Tyszanie zapytali, kto zapłaci za to zaniedbanie? Tu znowu włączył się przewodniczący KKSiT radny Kołodziejczyk, który stwierdził: „Proponuję spisać te pytania  i dać kompetentnym osobom, bo my nie mamy takiej wiedzy.”

Wiceprezydent Podmokły, zapytany o koszty budowy stadionu, odsyłał pytających na strony Biuletynu Zamówień Publicznych UM Tychy, żeby sobie poczytali. Jeden z zebranych oświadczył, że przyszedł specjalnie na posiedzenie komisji, aby się tego dowiedzieć bezpośrednio od kompetentnych osób. W komentarzu usłyszał: „Po co zadaje mi pan te pytania, ćwiczy mnie pan?” Wreszcie padła kwota 100 mln zł jako środki przeznaczone na realizację przedsięwzięcia. Ponownie zapytano wiceprezydenta o przyczyny unieważnionego przetargu i jego koszty. Zapytany nie potwierdził wersji podanej przez radnego Slezaka  o dwóch serwerach, ale nie był w stanie podać podstaw prawnych unieważnienia procedury (odesłał nas do Biuletynu Informacji Publicznej). Co do kosztów, to zdaniem wiceprezydenta, nie poniesiono żadnych, gdyż członkowie komisji pracowali za darmo, a pracownicy spółki dostają za swoją prace regularne pensje (sic!). Radny Jakub Chełstowski zapytał, czy ktoś poniósł konsekwencje za unieważnienie przetargu i wyraził wątpliwość, że skoro spółka już na początku działalności nie udźwignęła tak małego zadania jakim jest przetarg, to jak poradzi sobie z dalszą częścią tak wielkiej inwestycji, czyli budową stadionu? Jednak udzielona odpowiedź była mało precyzyjna. Radny Chełstowski jednak przytoczył jeden fakt: w Gliwicach miasto najpierw wybudowało stadion, a potem przekazało spółce miejskiej obiekt, żeby nim zarządzała a ta już obecnie stara się o odzyskanie podatku Vat z budowy. A w Tychach jest odwrotnie: podatnicy już prawie rok utrzymują sztuczny twór, gdzie konsumuje się ich podatki, unieważnia się przetarg, a radny Slezak filozoficznie stwierdza, odsyłając mieszkańców do Internetu: „I zobaczcie państwo, ile przetargów nie na takie drobne za kilkadziesiąt, czy za sto milionów, jak mamy stadion wybudować, tylko za miliardy złotych unieważniane są przetargi.” Dalszy komentarz do tej sprawy z pewnością napisze same życie.

(e.w.) Mieszkańcy miasta Tychy